Strona główna Strona główna
Strona główna Strona główna
Strona główna   21-22 (514-515), 2009-10-01  

NEEM - to spotkanie urologów krajów bałtyckich, skandynawskich oraz Litwy, Łotwy, Estonii, Rosji i Polski. Zjazd odbył się pod egidą Europejskiego Towarzystwa Urologów. Konferencje tego typu są w środowisku naukowym szeroko komentowane. Mamy więc fantastyczną promocję nie tylko polskiej urologii, ale również miasta i kraju. Nie da się właściwie przecenić znaczenia takiej konferencji i mogę z dumą stwierdzić, że jest to sukces naszej szczecińskiej urologii.

prof. A. SIKORSKI, PAM
Czy zmiana nazwy z "AKADEMIA" na "UNIWERSYTET" podnosi Twoim zdaniem prestiż uczelni medycznych?

tak nie

28% TAK
73% NIE


Salus aegroti suprema lex



 Męski problem
Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. ANDRZEJEM SIKORSKIM – kierownikiem Katedry i Kliniki Urologii Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie

• Wśród 31 zjazdów, konferencji i sympozjów zorganizowanych w roku bieżącym przez Pomorską Akademię Medyczną, 7 ma status międzynarodowy. Jaką rangę przypisałby Pan spotkaniu z cyklu North Eastern European Meeting (NEEM), jakie miało miejsce w Szczecinie dniach 11-12 września br. i którego gospodarzem była Katedra i Klinika Urologii PAM?
– NEEM, któremu patronowaliśmy, to spotkanie urologów krajów bałtyckich, skandynawskich oraz Litwy, Łotwy, Estonii, Rosji i Polski. Zjazd odbył się pod egidą Europejskiego Towarzystwa Urologów. Jest to organizacja o zasięgu nie tylko europejskim, ale i światowym. Liczy ok. 10. tysięcy członków. Zarówno nasza Katedra, jak i nasza Klinika jest od wielu lat związana z działalnością Towarzystwa.

• Spotkałam się z opinią, że Europejskie Towarzystwo Urologiczne (EAU) cieszy się na arenie międzynarodowej większym uznaniem niż prestiżowe Amerykańskie Towarzystwo Urologów.
– Istnieją tu obiektywne kryteria, jak np. indeks cytowanych prac lub indeks poczytności wydawanych czasopism. Najpoczytniejszym jest „European Urology”. Jest to obecnie wiodący periodyk urologiczny na świecie.

• Czy odnajdziemy na jego łamach materiały ze szczecińskiego spotkania?
– Owszem. W ponad 50-letniej historii Europejskiego Towarzystwa Urologów, odbyły się jedynie dwa takie spotkania – w roku ubiegłym w Warszawie oraz właśnie w Szczecinie w roku bieżącym.

• Tematem ostatniego spotkania były, co zrozumiałe, kwestie urologiczne, ale czy zdaniem Pana Profesora można powiedzieć, że sam fakt zlokalizowania takiego sympozjum na naszych ziemiach, niesie z sobą wartości o wymiarze i znaczeniu szerszym?
– Oczywiście, że tak. Konferencje tego typu są w środowisku naukowym szeroko komentowane. Informacje ukazują się w prestiżowych czasopismach fachowych o zasięgu ogólnoświatowym.. Wszyscy zaś, których zainteresowała tematyka, pragną zazwyczaj wiedzieć więcej także o miejscu, gdzie takie spotkanie zostało zorganizowane. Mamy więc fantastyczną promocję nie tylko polskiej urologii, ale również miasta i kraju. Osiągnięcie takiego rozgłosu wymagałoby od Polski ogromnych nakładów – w tym przypadku nie płacimy ani grosza. Nie da się właściwie przecenić znaczenia takiej konferencji i mogę z dumą stwierdzić, że jest to sukces naszej szczecińskiej urologii.

• W polu konferencyjnych zainteresowań znalazł się rak stercza. Rok temu Europejskie Towarzystwo Urologiczne zaproponowało poszerzenie tematyki Europejskiego Dnia Gruczołu Krokowego – „European Prostate Day” (EPD), obchodzonego od 2004 r. w dniu 15 września, o zagadnienia odnoszące się do nietrzymania moczu – „Urinary Incontinence”, oraz zaburzeń erekcji – „Erectile Dysfunction”. Jaki związek z prostatą mają obie te dolegliwości?
– Związek jest bardzo ścisły. Jakiekolwiek manipulacje w obrębie gruczołu krokowego, nie tylko zresztą zabiegowe, także w postaci radioterapii czy chemoterapii, a więc każde leczenie gruczołu krokowego ma zawsze odniesienie do dwóch niekorzystnych następstw. Są to: nietrzymanie moczu oraz zaburzenia erekcji. Kiedyś, to znaczy lat temu 15-20, były to tak skrajnie drastyczne powikłania, że z tych względów nie wykonywano w zasadzie radykalnego usunięcia tego narządu, gdyż na ogół kończyło się to ciężkim kalectwem, jakim jest całkowite nietrzymanie moczu. Dochodził do tego cały szereg innych powikłań i ogólnie duża śmiertelność pacjentów.

• Osiągnięto w tej materii postęp?
– Powiedziałbym, że fantastyczny i to nie tylko w zakresie schorzeń prostaty, ale najdosłowniej w całej urologii. Urolog sprzed 20 lat, jeśli zostałby nagle przeniesiony do czasów obecnych, nie potrafiłby się dogadać ze współczesnym urologiem, nie wiedziałby o czym ten współczesny mówi. Nadal borykamy się z problemem nietrzymania moczu i zaburzeniami erekcji, ale na zupełnie innym poziomie i bez ciężkich powikłań, jakie były dotąd niejako wpisane w problem.

• Nietrzymanie moczu, zwłaszcza wysiłkowe, to utrapienie nie tylko mężczyzn, ale również kobiet w nieco starszym wieku. Dysfunkcji erekcji doświadczają zaś mężczyźni w różnym wieku i z różnych przyczyn. Które z nich wymagają konsultacji urologicznej?
– Z całą pewnością te o podłożu nowotworowym. W leczeniu schorzeń prostaty i w ogóle schorzeń urologicznych, każda decyzja może mieć istotne dla pacjenta skutki, może wpłynąć na całe jego dalsze życie – osobiste i zawodowe. Dlatego tak ważne jest, aby pacjent był dokładnie informowany o swoim stanie, szansach terapeutycznych i zagrożeniach, wynikających z leczenia. Słowem – o przesłankach każdej urologicznej decyzji oraz jej skutkach.

• Znajduje Pan zrozumienie u pacjentów? Znajdują je Pana koledzy-urolodzy?
– Zdarza się, że chory nie chce poznać szczegółów i mówi do lekarza: – Pan jest tu specjalistą, Pan wie lepiej, niech Pan zrobi tak, jakby Pan postąpił, gdyby to dotyczyło Pana ojca czy brata. To też jest oczywiście pewien wyraz woli, ale ja osobiście nie wyobrażam sobie, aby lekarz mógł poprzestać na takim oświadczeniu, nie upewniając się wcześniej, że pacjent zdał sobie sprawę z towarzyszących zagrożeń. Urolog nie może przecież powiedzieć tak: – Wytniemy panu pęcherz i będzie pan zdrów jak ryba. Taki pacjent będzie oddawał mocz przez cewkę moczową i będzie miał, owszem, pęcherz, ale zrobiony z jelita, a to jest proteza. A w przypadku np. protezy ręki, nie mówimy przecież pacjentowi, że będzie on tak, jak przedtem, grał na fortepianie. W przypadku protezy pęcherza też już nie będzie tak, jak było przedtem. I to lekarz winien pacjentowi wyjaśnić.

• Urologia to w dużej mierze chirurgia narządów moczowo-płciowych?
– Tak jest. I jeśli chirurg-urolog operuje, to z jednej strony często ratuje życie, ale równocześnie powoduje pewne ujemne skutki, jak właśnie pooperacyjne nietrzymanie moczu czy zaburzenia erekcji. W tej specjalności nie da się całkowicie oddzielić, przynajmniej obecnie, leczenia i wyleczenia od negatywnych, aczkolwiek o różnym nasileniu, następstw.

• ED – Erectile Dysfunction, to według WHO – Światowej Organizacji Zdrowia, stała lub powtarzająca się niemożność osiągnięcia lub utrzymania przez mężczyznę erekcji penisa – zmora kilku milionów mężczyzn w Polsce i ok. 40 mln. w Europie. Wystąpienie Pana Profesora na sesji plenarnej w drugim dniu obrad NEEM, nosiło tytuł „Management of ED after radical prostatectomy”. W ramach tak zakreślonego tematu, jakie kwestie uznałby Pan za najważniejsze?
– Urologia zajmuje się leczeniem zaburzeń erekcji wynikających nie tylko z leczenia prostaty, ale moje wystąpienie na konferencji rzeczywiście dotyczyło dysfunkcji erekcji po radykalnej prostatektomii, tj. po zabiegu operacyjnego usunięcia gruczołu krokowego. Tego typu zaburzenia można leczyć z dużym powodzeniem, z czego nie wszyscy, nie tylko pacjenci, ale i lekarze, zdają sobie sprawę. Pacjenci, którzy po wycięciu prostaty, stwierdzają u siebie zanik erekcji, uważają często, że w tej dziedzinie życia są już niejako raz na zawsze przegrani.

• Czy z Pana obserwacji wynika, że się z tym godzą?
– Najczęściej dopisują całą ideologię: – Już swoje przeżyłem, już to sobie odpuszczam, żona nie jest już tym zainteresowana, stale miałem z tego powodu problemy, a teraz mam święty spokój. I to jest taki „parawan”, za który chowają się mężczyźni, próbując się odnaleźć w nowej sytuacji. To taki mechanizm obronny.

• A jeśli „byka za rogi” i przodem do problemu?
– Trzeba cierpiącego na taką niemoc „oswoić”, tak bym to ujął. Przekonać go, że sama świadomość, iż jako mężczyzna jest zdolny do erekcji, działa korzystnie na „męską” samoocenę. Może zabrzmi to paradoksalnie, ale w swojej praktyce nie spotkałem się z większą wdzięcznością niż w tych przypadkach, gdy wyleczyłem pacjenta z zaburzeń erekcji. Zdarza się, że dopiero wówczas mężczyzna przyznaje, iż z powodu tego niegroźnego medycznie problemu, znalazł się na krawędzi samobójstwa.

• Aż tak istotna jest to kwestia dla mężczyzn?
– Nie dla wszystkich, ale dla wielu. I powinniśmy docierać z informacją, że jeśli po operacji wystąpią zaburzenia erekcji, to nie wszystko jeszcze stracone. To sprawa do leczenia i często wyleczenia.

• Jakimi metodami?
– Na początku pacjenci myślą, że to jakiś horror. Mówię tu o reakcji na proponowane iniekcje do ciał jamistych penisa. Ale weźmy np. cukrzyka, który kilka razy dziennie musi wykonać zastrzyk i z czasem przestaje taki zabieg postrzegać jako jakąś specjalną dolegliwość. Bardziej, jak codzienne mycie zębów. W ekstremalnych przypadkach istnieje też możliwość wszczepienia protezy prącia. Tylko w Niemczech wszczepia się takich protez kilka tysięcy rocznie. U nas nie jest to jeszcze zabieg dostatecznie rozpowszechniony, ale perspektywy medycznego uporania się z zaburzeniami erekcji określiłbym jako zachęcające.

• Do przyczyn organicznych skutkujących zaburzeniami erekcji, zaliczył Pan następstwa prostatektomii radykalnej. Czy jednak owe zaburzenia nie są również w przypadku chorób gruczołu krokowego wczesnym zwiastunem raka stercza?
– Prostych przełożeń tutaj nie ma. Zaburzenia erekcji mogą być wprawdzie objawami raka stercza, ale z tym spotykamy się zazwyczaj dopiero w stadium znacznego zaawansowania choroby. A zdarza się, że przebiega ona bezobjawowo. Dlatego w przypadku schorzeń gruczołu krokowego niezwykle ważna jest profilaktyka. Każdy mężczyzna po 50., a już na pewno po 60. roku życia winien bezwzględnie przynajmniej raz w roku odwiedzić urologa, który w przypadku stwierdzenia niepokojących objawów, zleci wykonanie odpowiednich badań i dalszy sposób postępowania.

• Choroby gruczołu krokowego zdają się znajdować w polu szczególnego zainteresowania nie tylko Kliniki, jaką Pan kieruje, ale także szczecińskiego SPSK nr 2 w całości. Tematyka szczecińskiego spotkania urologów krajów bałtyckich potwierdza, że rak stercza skupia na sobie uwagę współczesnego świata medycznego. Jakie są tego powody, Panie Profesorze?
– Jest ich, jak myślę, kilka i w naszej rozmowie już o nich wspomniałem. Rak gruczołu krokowego dotyka – po pierwsze – starszych mężczyzn. Nie był to wcześniej pierwszoplanowy medycznie problem – statystyczna długość życia była znacznie krótsza od obecnej. Po drugie – w początkowej fazie choroba przebiega często bezobjawowo a jej rozwój jest powolny. Do dzisiaj wielu zaawansowanych wiekiem mężczyzn umiera z rakiem, ale nie na raka. Po trzecie – niedoskonałość metod diagnostycznych czyniła trudnym bądź niemożliwym wykrycie tego schorzenia we wcześniejszym stadium. I wreszcie po czwarte – wysoki stopień trudności zabiegu operacyjnego przy niedoskonałym instrumentarium skutkował ciężkimi powikłaniami, a nawet zgonem…

• …aż nadszedł taki moment, kiedy nastąpił w medycynie przełom, czy tak?
– Owszem. Wraz z upływem czasu doskonaliły się techniki operacyjne i „usprzętowiła” się urologia. Rozwinęły się także niebywale możliwości diagnostyczne. Rewolucyjne znaczenie miało tu wykrycie antygenu gruczołu krokowego – Prostate Specific Antygen (PSA). Dzięki temu zwiększyła się wykrywalność raka prostaty a w statystykach zachorowalności zajmuje on w Polsce drugie/trzecie miejsce. A jest to nowotwór złośliwy, dający z czasem tzw. przerzuty odległe. Jeśli jednak rozpoznanie nastąpi odpowiednio wcześnie, możemy już dziś chorego całkowicie wyleczyć przy równoczesnym zminimalizowaniu niekorzystnych następstw i efektów ubocznych. I to jest ten akcent wysoce optymistyczny.

• Klinika Urologii, której Pan szefuje, otrzymała – jako czwarty ośrodek w Polsce – certyfikat potwierdzający jakość szkolenia lekarzy przyznany przez European Board of Urology. O jej randze w skali europejskiej świadczy prestiżowy status gospodarza North Eastern European Meeting przyznany przez European Association of Urology. Proszę powiedzieć, jakie są Pana „koszty własne” takich sukcesów?
– Myślę, że wszystko w życiu ma swoją cenę. Ja powtarzam sobie jedno: jak mi już kiedyś przyjdzie stanąć przed Świętym Piotrem i zdać relację z moich ziemskich osiągnięć, to będę mógł powiedzieć, że dochowałem się wspaniałego zespołu lekarzy. Cenię w nich to, że są dobrzy nie tylko jako specjaliści, ale również jako życzliwi pacjentom ludzie. I właśnie to traktuję jako moje najważniejsze życiowe dokonanie.

• Salus aegroti suprema lex. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Wanda Łukasiewicz






Wydawca
"Czasu Warszawskiego"
oferuje:

• doradztwo medialne,

• kompleksowe usługi:
- poligraficzne
- wydawnicze,

• monitoring prasy.

Jesteś gościem odwiedzającym
nas od stycznia 2006.

^ powrót na górę